Dlaczego filmy na podstawie gier są do bani???

1 2 3
220px-silent_hill

silent hill movie


Doskonałym przykładem może posłużyć film Hitman, który swoim zawadiackim sposobem bycia przebił samego Rambo! – jednocześnie profanując jedną z najlepszych gier wszech czasów. A z tego co wszyscy pamiętamy, skrytobójczy charakter agenta 47, nie pozwalał nam ujrzeć go wjakiejkolwiek strzelaninie w której nie musiał brać udziału. Tak więc, film, okazał się zupełnym przeciwieństwem tego, z czego słyną gry o łysym agencie. O aktorze z odzysku (Timothy Olyphant) – gdyby nie mój obowiązek i stary dywan, na który mogę rzygać bez krępacji – nawet bym nie wspomniał.
Kolejnym niezbyt udanym filmem wartym przytoczenia do pokazania nieudolności niektórych ludzi, jest Max Payne. Niestety również i ten film nie miał wiele do zaoferowania graczom. Efektowny bullet time, który przecie był esencją gry, w filmie trzeba było czekać bite pięćdziesiąt minut – w dodatku jedyny jaki można zobaczyć w w dwu godzinnym seansie! A już pewnego niemieckiego reżysera wykorzystującego tytuły gier wyłącznie do nabijania kieszeni kasiutą – jak to mawiają na śląsku – wole omieszkać. (Tekst pisze w zasięgu nowiutkiego arabskiego dywanu, także nie chcę ryzykować ;)). Na końcu należy zbesztać naszego rodaka: Andrzeja Bartkowiaka za bez klimatowy film Doom. Najlepszym moim zdaniem momentem Dooma, jest scena w której kamera zostaje usadowiona nad karabinem bohatera tworząc efekt perspektywypierwszoosobowej, niczym w FPS-ie.

Ale żeby nie było iż wyłącznie narzekam, został nakręcony rodzynek w natłoku beznadziei i rozpaczy. Mianowicie: Silent Hill. Chłopaki wzięli zawiły i trudny scenariusz do realizacji stawiając sobie wysoko poprzeczkę, która być może zatrzęsła się podczas skoku, lecz w ogólnym rozrachunku nie została strącona. I to właśnie Silent Hill daje nadzieje pójścia przez twórców gier po rozum do głowy, aby nie sprzedawali licencji komu popadnie dla zarobienia większej sumy pieniędzy, tym samym olewając rzesze zagorzałych fanów, tylko zaczęli szanować swoje wykreowane światki.
Tak więc, póki, my gracze, nie zmienimy pewnych mechanizmów nakazujących oszczędzać filmowcom na współpracy z projektantami gier, a projektantom nie zaświecimy żarówki oświetlającej ich znieczulice, dola gracza-kinomana będzie niezwykle ciężkim kawałkiem chleba do przeżucia. Ponieważ, gdy będziemy oczekiwać ekranizacji naszej ulubionej gry, pokładając w niej ogromne nadzieje, okaże się, że były one tylko płonnymi marzeniami zniszczonymi przez "Diabloskie"czeluści. Niechaj Bóg ma graczy w opiece. Amen.



Ocena: 3 głosy

Komentarze

1 komentarz, Dodaj Komentarz
  • Witaj. Uważam, że największa wina w niskiej jakości filmów na podstawie gier wynika z tego, że są to produkcje nisko budżetowe, najczęściej realizowane przez kipskich reżyserów, scenarzystów, z kiepskimi aktorami i tak dalej. Gry nie są dobrym tematem do filmów, bo dość ciężko uchwycić klimat i treść którą widzimy na monitorze. Sam efekt jest trudny do odzwierciedlenia przez cały film. Kolejną sprawą jest trudność zrobienia takiego filmu tylko dla samych graczy, producent liczy każdego dolara lub euro wiec musi zachęcić jak najwiekszą liczbę widzów do odwiedzenia kina lub kupienia filmu, a nie da się tego zrobić przenosząc gry do filmu poprostu na żywca. Ja na przykład nie grałem w hit mena, chociaż próbowałem ale mi nie posmakował, natomiast film mi sie podobał, nie mam mu zbyt wiele do zarzucenia. Poprostu jest wiele gier w które gra jakaś pewna grupa, natomiast pozostali wolą wyścigi lub strategie, które raczej z założenia mogą być nawet prostsze i fajniesze do realizacji filmowej niż gry przygodowe.
    Uważam osibiście, że jest też parę fajnych tytułów filmowych opartych na grach. Przoduje Resident Evil z Mila jovowicz, Fajny też jest pierwszy Mortal Combat z Christoferem Lambertem, Street Fighter z Van Dame czy animowany Final Fantasy. Doom z sympatycznym panem wrestlerem też był dość ciekawy, ale może dlatego że oglądałem go dość póżnym wieczorem po dobrej wodzie.

    ponad rok temu
    Gameo rainbow6
Dodaj Komentarz