stalker czyste niebo
S.T.A.L.K.E.R.: Cień Czarnobyla był grą, którą można określić, jako grywalną symulację świata Zony – zagadkowego miejsca na Ziemi, w którym gracz starał się odnaleźć prawdę o sobie, dysponując oszałamiającą swobodą co do podejmowanych działań, jak i sposobu ich realizacji. Był grą, w której pierwszy chyba raz udało się tak doskonale zastąpić bezmyślne skrypty na znacznie bardziej elastyczne algorytmy zachowań wszelkich napotykanych postaci i zwierząt. Dawało to wszystko mieszankę wprost piorunującą gracza możliwościami poprowadzenia rozgrywki w zależności od sytuacji lub po prostu swego nastroju w danej chwili.
S.T.A.L.K.E.R.: Czyste Niebo jest samodzielnym dodatkiem do powyższej produkcji, choć słowo „dodatek” nie określa w pełni tego, czym tak naprawdę Czyste Niebo jest. Przeważnie wszelkie dodatki obfitują w nowe lokacje, nowe bronie czy przeciwników oraz w kilka kosmetycznych usprawnień, których nie udało się wcisnąć za pomocą patchy do podstawowej wersji gry. Czyste Niebo to coś więcej – oprócz powyższych elementów w sposób istotny zmienia ono podejście do rozgrywki. Pozwolę sobie zbudować moją krótką recenzję opierając się na porównaniu obu tytułów, jako że Czyste Niebo wydaje się skierowane ewidentnie do fanów podstawki, nie zaś nowych graczy.
Pierwszym, co rzuca się w oczy (by nie powiedzieć „na kolana”), to wymagania sprzętowe. Zabrzmi brutalnie, ale w stosunku do Cienia Czarnobyla Czyste Niebo przejawia znacząco większy apetyt na moc obliczeniową i to także w trybie DirectX 8, w którym zresztą grałem. Wyższa rozdzielczość tekstur pociąga za sobą większą żarłoczność programu na pamięć operacyjną, zaś szczodrzej zaopatrzony w polygony świat robi swoje z ogólną szybkością animacji. Na moim Pentium 2.8@3.5 GHz, 1280 MB Ramu i Radonie 9800 w każdej praktycznie bazie, gdzie znajduje się większa ilość postaci animacja nawet na najniższych ustawieniach grafiki z najwyższym trudem była w stanie uchodzić za płynną, podczas gdy w Cieniu Czarnobyla grać mogłem w ustawieniach maksymalnych przy pełnej płynności – choć także pod DX 8. Strach pomyśleć, co dzieje się pod nowszymi wersjami bibliotek Microsoftu. Oczywiście posiadacze mocarnych pecetów znajdą się w siódmym niebie mogąc obserwować dobrodziejstwa DX 10.1, takich choćby jak paralax mapping (realistyczne odwzorowanie wypukłości przy których stary bump mapping może się schować), gęstość powietrza unaoczniająca smugi cienia – że się tak poetycko wyrażę czy inne cuda z dynamicznym cieniowaniem i zaawansowanymi shaderami na czele.
Ale dość już technicznego bełkotu dla maniaków. Pora na gameplay. Jak wspomniałem, Czyste Niebo nosi znamiona czegoś więcej niźli jeno dodatku, przejawiając cechy właściwe gruntownemu modowi. Na czymże więc owe fundamentalne zmiany polegają? Prawdę powiedziawszy na pierwszy plan wybijają się dwie kwestie: podejście do artefaktów i użytkowania broni. Jeśli chodzi o artefakty, to tym co najbardziej rzuca się w oczy, to że… nic się w oczy nie rzuca – znaczy artefakty są niewidzialne! Zobaczyć je można tylko, jeśli się na nie dosłownie wpadnie – mniej lub bardziej przypadkowo. Ażeby nie musieć jednak przeczesywać całej Zony z workiem śrubek na plecach do dyspozycji gracza oddano całkiem zmyślne urządzenie, jakim jest wykrywacz. Po jego rozłożeniu w jednej ręce i wzięciu garści śrubek w drugą możemy ruszać prosto w skupiska anomalii na spotkanie z bogactwami jakie owe artefakty niewątpliwie nam zapewnią. Trzeba tu dodać, że i same artefakty z uwagi na trudności w zdobyciu stały się cenniejsze i to właśnie nimi opłaca się handlować – tym bardziej, że u handlarza często więcej pieniędzy dostaniemy za kilka butelek wódki niż za porządny karabin szturmowy – cóż, taki jest właśnie duch Zony – łatwiej w niej o broń niż o mocniejszy trunek a jeszcze łatwiej o śmierć. I właśnie pośrednio ze śmiercią wiąże się druga istotna zmiana w Czystym Niebie. Otóż bronie, jakimi przyjdzie nam zabijać w zasadzie „na dzień dobry” nadają się co najwyżej do wbijania gwoździ albo jako gustowny wazon – bynajmniej nie jako narzędzia siejące panikę i popłoch w szeregach wroga. Karabiny uwielbiają się zacinać nawet tuż po przeładowaniu nie wystrzeliwszy jednego pocisku, ich celność jest porównywalna ze starą dubeltówką, a radość z zastrzelenia przeciwnika – bezcenna ;-) Stalkerskie kombinezony zaś dziurawią się szybciej niż chińskie skarpetki użyte do chodzenia po drucie kolczastym, tracąc niemal całkowicie swe właściwości ochronne praktycznie już po kilku kulach wziętych walecznie na klatę. Na całe szczęście w każdej z baz danej frakcji znajdziemy techników, którzy altruistycznie (bo za naprawdę niewielką fortunę) naprawią nam ochoczo broń i kombinezony a może nawet co nieco w nich ulepszą – począwszy od większej szybkostrzelności lub celności, pojemniejszego magazynka czy przerobieniu pukawek na inny rodzaj amunicji, poprzez modyfikacje dopuszczalnego udźwigu w przypadku kombinezonu albo wzmocnieniu ich kiepskiej trwałości czy własności ochronnych przeciwko danemu typowi zagrożeń, jakie niesie ze sobą Zona. Bez wątpienia twórcom Czystego Nieba udało się rozwiązać palący problem chronicznego nadmiaru gotówki, jaki bezustannie dręczył graczy w Cieniu Czarnobyla – teraz pieniądze zdobyć jest znacznie trudniej a i wydawać jest też na co – albowiem bez porządnego odpicowania swej giwery i ciuchów życie biednego stalkera stanie się naprawdę ciężkie. Tym bardziej, że pojawiły się tak zwane Zwarcia lub jak kto lubi Blow-Outy zabijające gracza bezwzględnie, jeśli na czas nie schowa się do jednego z zaznaczonych na mapie schronień. Nie bardzo rozumiem swoją drogą, po cholerę coś takiego wprowadzono – klimatu za bardzo toto nie dodaje, za to potrafi porządnie wkurzyć, gdy po udanym polowaniu wchodzimy do lokacji z rezydującym tam handlarzem by mu odsprzedać trochę ciążących nam dóbr i poddać tuningowi sprzęt – a tu na wejściu otrzymujemy alarm i włącza się licznik mówiący, że za trzydzieści sekund usmaży nam się mózg, jeśli na złamanie karku nie popędzimy na drugi koniec mapy by wleźć do jakiejś piwnicy, podczas gdy z przeciążenia ledwo jesteśmy w stanie iść a i to nie bez nadludzkiego wysiłku. A jeśli po drodze spotkamy jeszcze przeciwników…

Niestety… W gąszczu nowości i zachwytu nad powrotem w stare-nowe lokacje i możliwością poznania pełniejszego spojrzenia na losy bohatera Cienia Czarnobyla, gdzieś po cichu ulotniła się dzika spontaniczność wielu akcji, o których zaskakującymi opowieściami raczyli się gracze na forach poświęconych grze. Praktycznie od wejścia do zupełnie nowej a przez to tak wyczekiwanej lokacji – Limańska, Czyste Niebo staje się – nie boję się tego słowa użyć – tępą nawalanką oskryptowaną boleśnie do tego stopnia że nawet najpoważniejsze inwektywy z przyrównaniem rozgrywki do tej z Call of Duty są niczym, jak tylko krzykiem desperacji. Koniec alternatywnych dróg, koniec swobodnej eksploracji a nawet – i to już skrajny kretynizm – brak możliwości zabicia co poniektórych wrogów w inny sposób niż ten narzucony przez scenariusz. Po prostu tragedia, dla każdego kto pamięta, czym gra zachwycała jeszcze przed chwilą. Moja rada – nie wchodźcie do Limańska, jeśli chcecie jeszcze sobie pograć w S.T.A.L.K.E.R.-a a nie w marną imitację zwykłych (tak – to „zwykłych” powinno brzmieć pejoratywnie) prostackich strzelanek – bowiem od tego punktu nie ma już możliwości powrotu do poprzednich lokacji a i samej gry nie zostaje za dużo.
Jeszcze jedną – w moim odczuciu neutralną – zmianą jest wprowadzenie tak zwanych wojny frakcji. Nasz bohater jest najemnikiem i jako taki może pozostać neutralny w stosunku do wielu diametralnie różnych frakcji wciąż zacięcie walczących o kontrolę nad Zoną, jako że czas akcji poprzedza ten z Cienia Czarnobyla i nie wszystkie lokacje są opanowane przez te ugrupowania, jakie napotykamy w podstawce. Niestety pozostając neutralnymi jesteśmy zdani sami na siebie – nie zdobędziemy pewnych najlepszych broni, handlarze będą z nas zdzierać skórę aż do granic absurdu a technicy z wielką łaską oskubią nas już całkiem do cna a i tak nie zaoferowywując wszystkiego, co tam oni tylko potrafią. Z kolei zaś przyłączenie się do którejś z frakcji gwarantuje nam przychylność jej członków oferujących przecież nieraz bezcenne wsparcie ogniowe, niższe ceny wszelkich napraw i usprawnień, wyższe kwoty oferowane przez handlarzy za towar oraz oczywiście dostęp do najwypaśniejszych pukawek – jedyną ceną jest jawna wrogość tej frakcji, z którą nasza ma na pieńku, co z kolei potrafi utrudnić niektóre zadania. Cóż, coś za coś – jak to w życiu.
Reasumując Czyste Niebo mogę – ba! – nawet muszę polecić fanom Cienia Czarnobyla – to po prostu pozycja obowiązkowa. Pozostałym graczom, którym nie będzie zanadto przeszkadzać zagmatwana fabuła, której nie sposób zrozumieć nie grając w podstawkę oraz nierówny poziom produkcji – także zaprosić do zabawy – mimo koszmarnego finału Czyste Niebo jest naprawdę bardzo porządną grą. Pozostaje nam tylko czekać na kolejny już szykowany dodatek i pełnoprawną kontynuację S.T.A.L.K.E.R.-a, w której twórcy oprą się na sugestiach graczy, nie zaś traktować będą swych klientów w charakterze beta-testerów, czego sobie i państwu serdecznie życzę.
Polecamy
-
EmuSite - Wszystko o emulacji i nie tylko!
EmuSite - Wszystko o emulacji i nie tylko!
-
TechCloud.pl - gry, gadżety, nowe technologie
TechCloud.pl - gry, gadżety, nowe technologie
-
Centrum Terraria
Centrum Terraria
-
Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce
Kroniki Fallathanu - Prawdziwy mmoRPG w przeglądarce
-
Farmersi - najlepsza gra ekonomiczna!
Farmersi - najlepsza gra ekonomiczna!
-
Gamedec Zone
Gamedec Zone
Komentarze
1 komentarz, Dodaj KomentarzDodaj Komentarz